|
|
Cena: £ 27-00 ($ 54-00) |
€ 29,90 |
Priroda Bogdanowa była najulubieńszą lekturą ucznia pierwszej klasy
gimnazjum Winogradowa w Wilnie. Aż mu wychowawczyni, Jelizawieta Pietrowna, zwróciła
uwagę, że nie może wypożyczać ze szkolnej czytelni ciągle tej samej
książki. Inne wspomnienie z dzieciństwa, do którego Józef często
powracał: Ciotka Stefcia z Petersburga przywiozła mu w prezencie na Boże
Narodzenie grubego Brehma. Rzecz jasna, po rosyjsku. Przypisano to jej brakowi
taktu, z jakiego słynęła w rodzinie, i po jej wyjeździe próbowano książkę
„rosyjską” odebrać.
Mówi
się, że przeżycia z dzieciństwa mają decydujący wpływ na kształtowanie
charakteru. Wątpię jednak, by to zamiłowanie od dziecka do przyrody, i nawet
późniejsze studia ornitologiczne, jakie rozpoczął na Uniwersytecie
Warszawskim, zrobiły z Józefa Mackiewicza „mistrza opisów przyrody”.
Przytoczony tu epizod zaowocował, moim zdaniem, czym innym: niechęcią do
językowych patriotyzmów. Studia przyrodnicze dokonały reszty: z punktu
widzenia biologicznego wszelki nacjonalizm jest bzdurą. Wprawdzie jego
pierwszym utworem napisanym i drukowanym był opis Puszczy Białowieskiej, w której
przebywał z ekspedycją naukową, ale twierdzi, że o zmianie zawodu
zadecydowały Stracone złudzenia Balzaca. Balzac, o ile pamiętam, nie
interesował się ani trochę krajobrazem. Przerzuceniu się do dziennikarstwa
pomogło powodzenie owej „Puszczy Białowieskiej”, ale życie bohemy
wileńskiej na pewno nie sprzyjało obserwacjom przyrodniczym. Najpiękniejszy
wschód słonca, oglądany po pijanemu z okna podmiejskiej knajpy, nie jest
inspiracją do literackiego opisu.
Można,
naturalnie, silić się, by go opisać, talent dużo może i pomoże, będzie to
jednak taki opis, jaki czytelnicy ukradkiem przepuszczają w czytaniu, a znawcy
twierdzą, że należy do przestarzałej konwencji literackiej. I mają rację.
U Mackiewicza przeciwnie. Topografia, stan pogody, jakość gruntu itp. szczegóły są w jego powieściach ściśle związane z akcją. I nauczył się ich obserwacji nie od Brehma i Bogdanowa, i nie na wykładach uniwersyteckich, cokolwiek by sam o tym sądził, ale na wojnie, w tej ruchomej wojnie polsko-bolszewickiej, kiedy zagajnik, wykrot w gruncie, w który zawalić mógł się koń z jeźdźcem, były sprawą życia i śmierci.
Barbara
Toporska, „Fakty, przyroda i ludzie” (w 12. tomie Dzieł)
„Dwa tomy wyborów tekstów przedwojennych Mackiewicza przynoszą rewelacje... Inaczej niż dotąd uważano – w latach 20. pisarz był już autorem poważnych i dojrzałych utworów literackich, nie tylko żurnalistą… Oba zbiory pokazują Józefa Mackiewicza jako pisarza należącego do tradycji szlacheckiej, czy – jak kto woli – będącego ostatnim elementem tej tradycji. Widać to nie tylko w tekstach literackich, chętnie nawiązujących do wzoru (i rytmu) szlacheckiej gawędy, lecz także w utworach dyskursywnych, w których pisarz z lubością odnotowuje świadectwa żywotności rycerskiej tradycji szlacheckiej rodzimych ziem, wyrażając nadzieję, że właśnie szlachecka mentalność obywatelska pozwoli kiedyś na odbudowę «kraju» – Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Z obu zbiorów poznamy też Mackiewicza-dziennikarza, przestrzegającego przed komunizmem i zachęcającego do walki z nim, tropiącego komunistyczne agentury, walczącego przeciwko praktykom Polski zurzędniczałej, samowoli starostów i wojewodów, występującego (często z sukcesem) w obronie ludu miejscowego przed urzędniczą głupotą i uciskiem. Mackiewicz-dziennikarz okazuje się także rzecznikiem wzmocnienia militarnego i gospodarczego Polski, zarazem – zwiększenia zakresu wolności obywatelskich.”
Wacław Lewandowski, Forum Książki, kwartalny dodatek Forum Akademickiego, 2002 nr 2 (27)